czwartek, 16 czerwca 2011

Lot Kruka



Twórcy:
Scenariusz i rysunki: Gibrat


Swoje palce maczali:
tłumaczenie: DanY
grafa: Gaudip
korekta:
Fatal77, Venda
czyszczenie skanów: VirtualHDD
Skan: Dimethyltryptamine - DCP


”To moja pierwsza noc w więzieniu. Mam nadzieję, że i inni tu trafili. Gdyby to fryce mnie złapali, już bym nie żyła. Na szczęście to była francuska policja! Dali mi szansę… Nikłą, ale zawsze!”

Jean-Pierre Gibrat w Locie Kruka przedstawia historię okupowanego Paryża. Jest 18 czerwca 1944 rok. Zadenuncjowana przez anonimowy list, Joanna, młoda członkini ruchu oporu, została właśnie zatrzymana przez francuską policję. Tego samego dnia, Franciszkowi, nie posiadającemu zahamowań włamywaczowi, na swój sposób cynicznemu, przeznaczenie gotuje podobny los. Trafia on do celi na tym samym posterunku. Dzięki nagle rozlegającemu się alarmowi, Joannie i Franciszkowi udaje się uciec przez dach. Konsekwentnie, dzięki stworzonej szansie i potrzebie, wspólny los obojga, choć wydawałoby się tak różnych, zostaje przypieczętowany, na dobre i na złe.

34 komentarze:

  1. Po "Niebieskim zeszycie" Andre Juillard-a kolejny świetny komiks obyczajowy na waszym blogu. Kiedy możemy spodziewać się części drugiej?

    OdpowiedzUsuń
  2. ZACZĄŁEM POOOOOOOOOOOOOWOLI TŁUMACZYĆ ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się już doczekać kontynuacji. Jak idzie tłumaczenie tomu drugiego? Będziecie też tłumaczyć "Le Sursis" wydane 5 lat wcześniej przed "Lotem kruka"? Z tego co udało mi się zrozumieć z francuskojęzycznych stron o komiksach "Le Vol du Corbeau" jest kontynuacją tamtej 2 częściowej historii.

    OdpowiedzUsuń
  4. przetłumaczyłem 1/3, co do kontynuacji, to ja tłumacze z ang translacji, nie kumam fr, więc raczej nie bo nie ma translacji, chyba, że się pojawi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gorąco kibicuję tłumaczeniu. Mogę czytać komiksy po angielsku ale jednak wolę po polsku. W sieci jest już od ponad miesiąca angielska wersja "Le Sursis".
    Tom 1: http://www.mediafire.com/?7mll8hnkfl39xhp
    Tom 2: http://www.mediafire.com/?9l919lb804zvm15
    Więc jak rozumiem "Le Sursis" też weźmiecie na warsztat? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. NO W TAKIM WYPADKU CHYBA POCIĄGNIEMY ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. kończe tłumaczyć 2 tom, rewelacja, wciąga jak ruchome piaski

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniale, czekam z niecierpliwością. Jest coś urzekającego w historiach dziejących się na tle II wojny światowej. Czytałem jakiś czas temu translacje świetnie narysowanego komiksu o walkach powietrznych pomiędzy nazistami i sowietami. "Nightowl" chyba się to nazywało. Dziwi mnie że jeszcze żadna grupa translacyjna nie wzięła tego na warsztat bo komiks naprawdę niezły. Czekam też na kolejny tom "Valeriana" od was. Jak idą prace nad nim?

    OdpowiedzUsuń
  9. Wenght mógłbyś podesłać namiar na tego "Nihtowl-a" bo wydaje mi się że to angielska translacja francuskiego "Le Grand Duc".
    Z francuskiego kumaty nie jestem a chciałbym to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak to angielska wersja "Le Grand Duc".
    Tom 1: http://www.mediafire.com/file/y8on0q8ao76oaba/The Nightowl 1 - Witches Of The Night (2009) (Dragonz-DS-DMT-Prom).cbr
    Tom 2: http://www.mediafire.com/?uw33eu2cfgy
    Myślę że tłumaczenie ostatniego tomu 3 pojawi się w przeciągu kilku miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki. Już się pobiera.

    OdpowiedzUsuń
  12. prace nad komiksami idą powoli, ale do przodu

    szybciej nie wydolę - mam wydajność taka jaką mam :P

    teraz mnie opanowała chęć na czyszczenie skanów
    więc czyszczę namiętnie

    The Nightowl - chyba już ktoś planuje zrobić

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie, czekam na efekt czyszczenia i wypełniania tekstem. Cieszy mnie że ODROCZENIE 01-02 (kontynuacja LOTU KRUKA) pojawiło się w zapowiedziach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwsza część komiksu Nightow czyli PUCHACZ.NOCNE.WIEDZMY.01 jest na stronie Tylko komiksy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze że się zareklamowaliście z Nightowl, bo nawet nie wiedziałem że pojawiła się nowa strona z translacjami. Widzę że nawet jeszcze nie ma do niej linka oficjalnie podanego wśród stron zaprzyjaźnionych z Danym & Company.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ha! Widzę że link do bloga "Tylko komiksy" już się pojawił.

    OdpowiedzUsuń
  17. polecam na stronie głównej konkurs związany z tym komiksem

    OdpowiedzUsuń
  18. Polecam do tłumaczenia serię
    BARBE ROUGE

    OdpowiedzUsuń
  19. Spośród wielu znanych wydarzeń w historii Francji II wojna światowa zajmuje niewątpliwie szczególne miejsce. W jej trakcie państwo to skompromitowało się w sposób w jego dziejach niespotykany i zostało błyskawicznie rozjechane przez hitlerowską machinę wojenną. Prysł mit światowego mocarstwa z takim trudem wywalczony przez poilous w okopach ledwie dwadzieścia lat wcześniej. Co więcej, pozycji międzynarodowej utraconej w wyniku tego konfliktu Francji nie udało się jak dotąd odzyskać. Nic więc dziwnego, że z fenomenem tym Francuzi mierzą się do dziś na różnych płaszczyznach w tym także w sztuce. O ile film francuski nigdy tak naprawdę na serio nie podjął tematu, o tyle komiks zajmuje się nim wyjątkowo często.
    Właśnie w realiach ostatniego światowego konfliktu rozgrywa się dwutomowa seria „Lot kruka” autorstwa Gibrata. Akcja utworu rozpoczyna się w dniu D, czyli 6 czerwca 1944 roku. Opowiada on o perypetiach niejakiej Joasi, członkini komunistycznego ruchu oporu charakteryzującej się anielską urodą i beretem w kolorze reprezentującym jej zapatrywania polityczne. Już na początku opowieści zostaje ona anonimowo oskarżona o działalność czarnorynkową. Współpracująca z Niemcami policja znajduje w jej mieszkaniu magazyn broni. Gdy więc czytelnicy po raz pierwszy spotykają tę postać, znajduje się ona za grubymi, więziennymi kratami. Spotyka tam Franciszka, drobnego złodziejaszka. Został on pechowo zatrzymany, mając przy sobie łupy. Jedynie dzięki jego sprytowi i zimnej krwi Joasia odzyskuje wolność, a potem... Potem jest jeszcze ciekawiej....
    Komiks można zakwalifikować jako utwór obyczajowy z wątkiem miłosnym oraz wielką historią w tle. Akcja, po agresywnym początku, wyraźnie hamuje, by potem ponownie nieco przyspieszyć. Narracja jest pierwszoosobowa. Całą historię, poza dialogami, poznajemy z ust samej Joasi. Dialogi są dość żartobliwe i niekiedy wręcz uciążliwie długie. Niezupełnie pasują do wojennych realiów, zwłaszcza gdy porównamy je z polskimi odpowiednikami. Wyraźnie mają na celu spowolnienie akcji. Autor chce przez to uzyskać więcej czasu i miejsca na bardziej szczegółowe skonstruowanie swych bohaterów. I trzeba przyznać, że udaje mu się to znakomicie. Niekiedy można odnieść wręcz wrażenie, że autorowi chodzi właśnie o ciekawych, wiarygodnych bohaterów, a wszystko inne to jedynie dodatek.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mamy więc Franciszka – lokalną odmianę Arsina Lupina, pozbawionego złudzeń i niechętnego podejmowaniu jakiejkolwiek odpowiedzialności cynika. Wbrew swym zasadom pomaga on jednak Joasi. I już w tym momencie można zadać sobie szereg pytań. Dlaczego to robi? Czy właśnie to go zgubi?
    Z kolei Joasia to typowa idealistka niechętnie idąca na kompromisy. Okoliczności zmuszają ją jednak do zaufania obcym ludziom. Niewiele w niej ze stereotypu komunistki. Przypomina raczej naiwną dziewczynę, którą przerosła sytuacja.
    Iga wprowadza do opowieści olbrzymie pokłady śmiechu. Stanowi typ kobiety, która niezbyt lotny umysł uzupełnia olbrzymią aktywnością werbalną. Porównując ją z jej mężem Irkiem, mamy obraz dla starej prawdy, że „przeciwieństwa się przyciągają”. Irek jest bowiem znacznie bardziej pragmatyczny i racjonalny. Nie przeszkadza mu to jednak popełnić kilku zabawnych gaf. Małżonkowie zupełnie nie przejmują się ryzykiem, jakie niesie ze sobą pomoc nieznanej dziewczynie. Są równie sympatyczni co naiwni.
    Moim faworytem jest jednak nieznany z imienia hitlerowski żołnierz z Alzacji. Jego spaczona przez wojnę osobowość, bezwzględność w połączeniu z czujnością i sprytem w pewnym momencie błyskawicznie sprawiają, że historia staje się o wiele bardziej ponura. Niemiec po przejściach na froncie wschodnim wydaje się być wyjęty z zupełnie innej bajki. Nie boi się śmierci. Wydaje się nawet, że jest ona dla niego ucieczką przed demonami przeszłości. Stanowi on często spotykany w kulturze typ człowieka zniszczonego duchowo przez okrucieństwo wojny, tyleż złego co nieszczęśliwego. W tym komiksie stanowi jednak również obraz bezwzględnego okupanta, który gardzi innymi. Zresztą równie mocno gardzi samym sobą .
    Sama opowieść toczy się w ciągłym ruchu. Bohaterowie uciekają po dachach lub też pływają na barce. Centrum ich aktywności pozostaje jednak Paryż. Niejako obok głównego wątku powoli rozwija się uczucie Franciszka i Joasi. Momentami można odnieść wręcz wrażenie, że cała okupacyjna opowieść stanowi jedynie pretekst, by po raz kolejny opowiedzieć historię miłości osób pochodzących z zupełnie różnych środowisk. Motyw ten został jednak przedstawiony bardzo subtelnie i z dużym smakiem. Trzeba też przyznać, że jak na wojenną opowieść autor znacznie odheroizował bohaterów. „Rycerz na białym koniu”, co prawda, pojawia się w osobie Franciszka. Używa on jednak innych środków transportu. Ma także sporo na sumieniu. Siła jednak, która nim kieruje, w toku akcji przekształca się z chęci odkupienia swych win w miłość...
    Co do spójności fabuły, to nie mam jej nic do zarzucenia. Jedyny fakt, jaki mi się nie podobał, to łatwość, z jaką Mikołaj wydostał się z łap policji. Było to zupełnie nierealne, aby puszczono go bez wcześniejszego sprawdzenia. Zresztą policja francuska została przedstawiona w sposób bardzo karykaturalny. Stanowi grupę bezmyślnych niemieckich pachołków drżących ze strachu przed okupantem. Dopiero w drugim tomie obraz ten częściowo ulega zmianie. Również aliancki nalot na barkę pojawia się dokładnie w tym momencie, w którym jest to najbardziej na rękę bohaterom.
    Bardzo mocną i oryginalną częścią serii są rysunki. Mamy tu wiele pejzaży oraz kadrów przedstawiających zabudowę miejską. Same postacie zaprezentowane są nieco karykaturalnie. Praktycznie wszyscy mężczyźni mają nienaturalnie pociągłe twarze. Są także niedogoleni. Kreska ołówka niekiedy wyraźnie widoczna na tle kolorów wywołuje bardzo ciekawy efekt. Powoduje on u odbiorcy wrażenie, że bohaterowie są namalowani nieco niedbale. Zabieg ten stanowi, w mojej opinii, element kontrastu treści i formy komiksu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Miłe wrażenie wywołuje także kolorystyka. Albumy charakteryzują się bardzo bogatą gamą barw. Wśród nich wcale nie są rzadkością kolory wybitnie jaskrawe, czego najlepszym przykładem jest beret głównej bohaterki. Sposób nałożenia barw również można określić mianem nieco niedbałego. Na pewno odbiega on od klasycznego realizmu widocznego na przykład w „Stormie”.
    Właśnie sposób, w jaki narysowano bohaterów, kolorystyka komiksu, a także w znacznej mierze dialogi stanowią wyraźny kontrast dla dość dramatycznych wydarzeń, które składają się na fabułę utworu. Zabiegi te powodują, że zupełnie nie czuć grozy czy niebezpieczeństwa, a cały komiks wydaje się miłą, sielską opowieścią, która na pewno skończy się happy endem. Wydaje się też, że cała ta okupacja Francji nie była aż tak straszna.
    Generalnie seria zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Autor nie potrzebuje bowiem niesamowitych, nadnaturalnych zjawisk, aby zainteresować czytelnika. Nie musi prezentować scen seksu ani też przemocy. Wykorzystując głównie dialogi, tworzy jednak specyficzny i przyjemny klimat. Poza tym wielkim atutem albumu jest epoka, w której się on rozgrywa. Niesie ona bowiem wielkie możliwości przedstawienia skrajnych postaw ludzkich. Tym większa chwała dla Gibrata, że zbudował on swą opowieść nie na huku dział a na czerwonym berecie. Autor nie pozwala jednak zapomnieć, że wojna trwa. Kilkakrotnie bohaterowie muszą zmierzyć się z nią bezpośrednio. Stanowi ona pewne fatum, które wisi nad nimi i w każdej chwili może dać o sobie znać. Jeśli jednak porównać „Lot kruka” z innymi opowieściami o tej epoce, okaże się, że u Gibrata mamy stosunkowo mało wojny w wojnie. Przyznaję, że rozpoczynając lekturę serii, liczyłem na coś dokładnie odwrotnego. Początkowo więc fabuła nieco mnie znużyła. Aczkolwiek, w miarę jak autor snuł ją dalej, w sumie prosta historia bardzo urzekła mnie, pozostawiając apetyt na więcej. Liczę więc, że kolejne tomy utrzymają ten sam poziom.
    Na koniec, przyznam, że nie rozumiem, dlaczego seria nosi właśnie tytuł „Lot kruka”. Nic bowiem w treści bezpośrednio do tego nie nawiązuje. Być może chodzi o jakiś symbol albo nawiązanie kulturowe. Co prawda, jest to nieco kompromitujące dla mnie jako recenzenta, ale szczerze nie mam pojęcia, o co tu chodzi... :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Proszę o przetłumaczenie:
    Les Aigles décapitées T03 - Les éperons d'or

    OdpowiedzUsuń
  23. Już jakiś czas temu, dzięki legendarnemu blogowi Dany i przyjaciele, polscy fani komiksu mieli możliwość przeczytania dzieła pod tytułem „Lot kruka”. Autorem tej dwuczęściowej miniserii jest Francuz Jean-Pierre Gibrat. Niektórzy czytelnicy zapewne kojarzą go z erotycznego (ale dalekiego od pornografii) komiksu „Pinokia”, przetłumaczonego niegdyś przez Grumik-a, a będącego, jak nietrudno się domyśleć, luźną i bynajmniej nie kanoniczną adaptacją baśni Carlo Collodiego. O ile jednak tam był on odpowiedzialny jedynie za stronę graficzną przedsięwzięcia, o tyle w „Locie kruka” spod jego ręki wyszedł również scenariusz. Muszę tutaj przyznać, że pierwszym uczuciem jakiego doznałem po sięgnięciu po „Lot kruka” było lekkie rozczarowanie. Nie słyszałem wcześniej nic a nic o tym komiksie, a Gibrat’a znałem jedynie ze wspomnianej „Pinokii”. Tak więc widząc śliczną panienkę na okładce, spodziewałem się raczej podobnych klimatów. Z ciekawości zacząłem wertować pierwszy tom w poszukiwaniu gołych cycków (tak na marginesie – małe co nieco pojawia się dopiero na str. 36 drugiego tomu), tyłeczków i innych tego typu atrakcji, ale niestety niczego takiego nie znalazłem. To uczucie zawodu odeszło jednak w niepamięć już po drugim, pobieżnym przejrzeniu komiksu. O to bowiem zorientowałem się, że owszem, co prawda Gibrat nie okazał się drugim Manarą, ale za to w moje ręce trafiła najprawdziwsza komiksowa perełka, jakich wciąż nie za wiele na polskim rynku wydawniczym, zarówno tym oficjalnym jak i translatorskim.

    OdpowiedzUsuń
  24. Akcja „Lotu kruka” rozpoczyna się w dniu lądowania aliantów w Normandii, tj. 6 czerwca 1944 r. Przy okazji przyznam, że nie wiem skąd data 18 czerwca w streszczeniu na tylnej stronie okładki. Być może coś przeoczyłem (w takim razie proszę o wybaczenie i nie czytanie dalej tego akapitu) ale na str. 9 znajduje się taki dialog: „ – Jak to? Amerykanie wylądowali?! To niemożliwe! – A jednak , panienko. Rano w Normandii.” Inwazja w Normandii rozpoczęła się, co nietrudno sprawdzić, w nocy z 5 na 6, a nie 18 czerwca. Ale to są oczywiście kompletnie nieistotne drobiazgi, i już wracam do samego komiksu.
    Mamy więc Amerykanów w Normandii, ale w samym okupowanym Paryżu, gdzie rozgrywa się główna cześć akcji, życie toczy się jeszcze na pozór spokojnie, żeby nie powiedzieć sennie – chociaż nie dla wszystkich. Ta cisza przed burzą zakłócana jest coraz częstszym wyciem syren oznajmiających kolejne naloty alianckich myśliwców. Właśnie podczas jednego z takich alarmów bombowych krzyżują się losy pary głównych bohaterów. Co ciekawe miejscem ich spotkania nie jest wcale schron przeciwlotniczy, ale cela w areszcie śledczym. To właśnie tam trafia Joasia, dziewczyna z okładki, która tak przykuła moją uwagę. W tarapaty popadła wskutek anonimowego donosu, w którym ktoś „życzliwy” raczył zawiadomić władze, że zajmuje się ona nielegalnym handlem żywnością na czarnym rynku. Prawdziwe kłopoty polegają jednak na tym, że w mieszkaniu oskarżonej zamiast „kaszanki, słoniny, rąbanki” (czy jak to tam było) policja znajduje broń i nielegalną bibułę. Szczęście w nieszczęściu, dziewczyna trafia w ręce współpracującej z okupantami francuskiej policji, a nie np. Gestapo, co z pewnością spowodowałoby o wiele bardziej drastyczny obrót spraw. Niemniej jest to tylko krótkie odroczenie wyroku, bo nic nie wskazuje na to, żeby służalczy wobec Niemców komisarz-kolaborant miał jej nie wydać w ręce swych mocodawców. Beznadziejną wydawałoby się sytuację zmienia jednak pojawienie się w celi drugiego aresztanta, imieniem Franciszek. Jest to nieco arogancki, ale przy tym przystojny i bardzo przedsiębiorczy złodziej. Z wykorzystaniem szczęśliwego zbiegu okoliczności, jakim jest wspomniany alarm bombowy, i rzecz jasna sprytu Franciszka, parze udaje się uciec z opresji. Od tej pory, oczywiście, ich losy nierozerwalnie splatają się ze sobą. W pierwszych chwilach znajomości wyraźnie działają sobie wzajemnie na nerwy, rzecz jasna w myśl zasady „kto się czubi...”, później stopniowo rodzi się uczucie („Tej nocy zrozumiałam jak działa złodziej. Nawet się nie spostrzeżesz, gdy włamie ci się do serca”), „skonsumowane” gdzieś pomiędzy str. 35 a 36 drugiego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Franciszek bardzo angażuje się w pomoc Joasi. Zapewnia jej schronienie na barce rzecznej u przyjaciół, stara się zdobyć informację na temat jej zaginionej siostry. Co bardziej dociekliwy czytelnik od pewnego momentu może się domyślić, że kryje się za tym nie tylko chęć zdobycia względów dziewczyny czy też wrodzony pęd Franciszka do pomagania innym. Jest jeszcze drugie dno całej sytuacji, wstydliwie skrywana tajemnica, poczucie winy, co wszystko zresztą wyjdzie na jaw w utrzymanej w dość melodramatycznym tonie końcówce.
    Akcja komiksu rozwija się początkowo dosyć powoli, by pod koniec pierwszego tomu wyraźnie przyspieszyć. Wszystko to ma za zadanie niejako zahipnotyzować czytelnika, wciągnąć go bez reszty i, moim zdaniem, ten efekt udało się Gibrat’owi znakomicie osiągnąć. Komiks czyta się naprawdę wspaniale, a od lektury trudno się oderwać. Przede wszystkim jednak „Lot kruka” sprawia wrażenie historii kompletnej, w pełni dojrzałej, co zwłaszcza w przypadku komiksów stricte rozrywkowych („Lotu kruka” do takich nie zaliczam), zdecydowanie dominujących liczebnie, nie jest zjawiskiem zbyt częstym. W trakcie lektury miałem wrażenie, że jest to świetny materiał na kolejny przebój kinowy, może nawet nową „Casablankę” czy „Titanica”. Jest tutaj zresztą sporo naprawdę znakomitych scen. Moja ulubiona to ta w której niemiecki żołnierz zaczyna „dobierać” się do Joasi, a kiedy ta wyrywa się i chwyta za karabin, Niemiec siada spokojnie na krzesełku, odpala papierosa i daje jej swego rodzaju ultimatum: do czasu aż skończy palić ma szansę go zastrzelić i być może się uratować, pogrążając jednak przyjaciół. Jeżeli się na to nie zdecyduje będzie mógł zrobić z nią co zechce...
    Poza tym, Gibrat zadbał o wiarygodny profil psychologiczny wszystkich postaci, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych. Przytoczona powyżej scena nabiera wiarygodności ponieważ wiemy, że ów niemiecki żołnierz ma mocno zwichrowaną psychikę w związku ze wspomnieniami spod Stalingradu, które dręczą go, nie dając spać po nocach. Główna bohaterka, czyli Joasia, to z kolei młoda marzycielka z głową pełną szlachetnych ideałów, które kazały jej zaangażować się w działalność ruchu oporu (jest – o zgrozo! – komunistką, w dodatku nosi czerwony berecik...). Do momentu aresztowania traktowała zapewne konspirację jako swego rodzaju ekscytującą grę (w ostatnim kadrze pierwszego tomu stwierdza natomiast: „Iga miała rację. Ruch oporu był kłopotliwy...”). Świadczy o tym także jej dosyć zadziwiająca jak na działaczkę podziemia bezradność, a także naiwność, którą można również nazwać lekkomyślnością – nie mając pewności czy aby Michał jednak nie jest zdrajcą, wyjawiła mu miejsce swojej kryjówki na barce Irka i Igi. Oczywiście nie mam zamiaru charakteryzować tutaj po kolei wszystkich postaci, trzeba jednak zauważyć, że bohaterowie ewoluują, zmieniają się. Na tych około 100 stronach komiksu zachodzą w ich życiu zdarzenia, które powodują, że na końcu nie są już tacy sami jak w momencie gdy ich poznaliśmy. Najlepiej widać to na przykładzie Franciszka, który pod wpływem spotkania z Joasią, z cynicznego złodzieja staje się kimś zdolnym do bezinteresownych poświęceń („Pierwszy raz włamałem się, by zrobić coś dobrego. I wszystko na nic.”).

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak napisałem wcześniej, akcja rozpoczyna w dniu inwazji w Normandii, jednakże miłośnicy chociażby „Szeregowca Ryana” mogą poczuć się rozczarowani. W „Locie kruka” nie ma scen batalistycznych, może poza ostrzelaniem barki przez angielskie myśliwce. Tak naprawdę nie jest to komiks wojenny, tylko obyczajowy, osadzony w realiach II wojny światowej. Jest to wojna pokazana z perspektywy zwyczajnych ludzi, mieszkańców Paryża, którzy na ogół przywykli do okupacyjnej rzeczywistości, nie robiącej na nich już specjalnego wrażenia. Gibrat pokazuje różnorodne postawy społeczeństwa francuskiego. Mamy więc członków ruchu oporu: Joasię, Michała, Cecylię czy pomagającego im księgarza. Franciszek, Irek oraz Iga starają się po prostu żyć normalnie, robić swoje i przetrwać okupację w nic się nie angażując. Jest wreszcie komisarz, oportunista, współpracujący z Niemcami nie z powodu profaszystowskich przekonań, ale właśnie konformizmu i, bądźmy jednak sprawiedliwi, braku zbyt wielu alternatywnych możliwości. W sytuacji gdy alianci zbliżają się coraz bardziej do Paryża, postanawia jednak opowiedzieć się po drugiej stronie, pomagając Joasi i Franciszkowi, czym, jak się wydaje, odkupuje swoje winy. Jego postawa nie jest zresztą absolutnie niczym wyjątkowym. Joasia pisze w liście do siostry: „Droga Cecylio, z końcem sierpnia ilość rozprzestrzeniających się wszędzie opasek na rękę ruchu oporu musiała zaskoczyć bojowników samego ruchu. Istna epidemia.” Zresztą już na drugiej planszy komisarz, zaglądając do szuflady pełnej anonimowych donosów, stwierdza, że „od rozpoczęcia okupacji ludzie na nowo odkryli w sobie przyjemność pisania.” Trudno na tej podstawie nazwać „Lot kruka” komiksem rozliczeniowym, ale krytyczne spojrzenie autora na postawę dużej części Francuzów w czasie okupacji wydaje się dość oczywiste.

    OdpowiedzUsuń
  27. Na ogół czytając komiksy poszukuję przede wszystkim dobrej rozrywki i ciekawych, zajmujących historii. Scenariusz jest dla mnie w związku z tym sprawą kluczową, podczas gdy rysownikowi jestem w stanie nieco więcej wybaczyć (chociaż oczywiście bez przesady). Jednakże w przypadku tego komiksu, tym co sprawiło, że w pewnym sensie zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia jest właśnie szata graficzna. Uważam, że „Lot kruka” to pod tym względem prawdziwe cudeńko, rzecz absolutnie zjawiskowa, którą można pokazywać ludziom nie mającym z komiksami nic wspólnego, w celu obalania krzywdzących ten gatunek stereotypów. Niektóre kadry są foto-realistyczne, inne narysowanie w bardziej schematyczny sposób, ale tak czy inaczej wszystko tutaj idealnie do siebie pasuje. Samo oglądanie komiksu zapewnia niezapomniane wrażenia estetyczne, w czym ogromna zasługa wspaniałych kolorów, znakomicie podkreślających klimat późnowiosennego Paryża. Zresztą, obok, rzecz jasna, zbliżeń zjawiskowo ślicznej głównej bohaterki, od których trudno wzrok oderwać, do moich ulubionych kadrów należą właśnie te przedstawiające ulice i nabrzeża miasta. Paryską architekturę w ujęciu Gibrat’a możemy podziwiać w pełnej krasie chociażby w scenach ucieczki pary głównych bohaterów po dachach budynków (co trochę skojarzyło mi się z filmem „Frantic” Romana Polańskiego, gdzie w nieco podobnych okolicznościach, na dachach Paryża, cudów ekwilibrystyki musiał dokonywać Harrison Ford).
    Ktoś oczywiście mógł by w tym momencie zapytać, czy są jednak jakieś minusy? Przyznam, że jako komuś kto pozostaje pod dużym wrażeniem tego komiksu, dość trudno jest mi takowe wskazać. Niemniej podczas ponownej lektury stwierdziłem, że duże fragmenty, zwłaszcza pierwszego tomu, są nieco nużące i odrobinę przegadane. Po prostu w sytuacji gdy znałem już zakończenie i wiedziałem jak się cała intryga rozwinie, nieco powolne tempo akcji, które wcześniej mogło być zaletą, zaczęło trochę przeszkadzać. Tak naprawdę zresztą całość fabuły można by streścić w dosłownie kilku zdaniach – może to być zarówno wadą jak i zaletą, chociaż zdaje się, że miało to wpływ na uczucie lekkiego znudzenia przy kolejnym czytaniu komiksu.
    Niezależnie od tego „Lot kruka” jest bez wątpienia komiksem znakomitym, któremu każdy fan „opowieści z dymkiem” powinien poświecić kilka chwil. Ja w każdym razie zapewniam, że warto. Gdybym miał stworzyć własną listę, powiedzmy, kilkunastu najważniejszych komiksów jakie kiedykolwiek ukazały się po polsku (zarówno oficjalnie jak i translacji) „Lot kruka” byłby na pewno pośród nich. Po prostu po skończeniu lektury ma się nieodparte wrażenie, że był to optymalnie wykorzystany czas i, że w natłoku co najwyżej średnich, służących często zwykłemu zabiciu czasu, pozycji, wreszcie natrafiło się na rzecz naprawdę pod wieloma względami wyjątkową.
    Tak już zupełnie na koniec chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do wydania polskiej wersji komiksu. W recenzji pominąłem kwestię tłumaczenia czy grafiki z jednego prostego powodu: robota jaką wykonaliście jest tak dobra, że aż nie rzuca się w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  28. PS. Nie wiem czy to jest 100 zdań (przyznam, że nie liczyłem) i tym samym czy recenzja w ogóle spełnia konkursowe kryteria. Po prostu napisałem ją, gdyż nie miałem co robić (jak mawiał Stanisław Paluch), a nie z myślą o nagrodzie. Tytułu komiksu też nie podaję, bo jeszcze się nie zdecydowałem. Jak będę musiał to coś ewentualnie wybiorę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziękujemy wszystkim za wzięcie udziału w konkursie. Czas na nadsyłanie konkursowych prac minął. Ogłoszenie wyników za 3 dni na stronie głównej.

    OdpowiedzUsuń
  30. Les Aigles décapitées T03 - Les éperons d'or - przepisanie skryptu było moim pierwszym zadaniem na scenie - zajęło mi to miesiąc - w razie czego skrypt mam - ale komiks jest wyzwaniem dla tłumacza - gadają, gadają i jeszcze raz gadają, hehehehe

    OdpowiedzUsuń
  31. UWAGA: KONKURS Z NAGRODAMI - WYGRAJ TŁUMACZENIE KOMIKSU NA ŻYCZENIE!!!

    OGŁOSZENIE WYNIKÓW

    Na nasz konkurs zostały nadesłane 2 prace (juzwy i starego niedzwiedzia), mimo to jury miało niełatwy orzech do zgryzienia. Po burzliwej naradzie komisja oceniająca recenzje dokonała wyboru. Obie prace są wysokiej jakości i wzajemnie się uzupełniają, niemniej to tekst użytkownika juzwa przypadł nam bardziej do gustu. Recenzja juzwy to świetnie napisana relacja z przeczytania rewelacyjnego komiksu, a przynajmniej tak juzwa twierdzi w swoim tekście :),który czyta się miło i przyjemnie, a przy okazji stanowi on też dobry punkt rozpoczęcia rozważań po lekturze komiksu. Recenzję tę charakteryzuje przede wszystkim żywy język, poczucie humoru oraz niepopadanie w przesadne intelektualizowanie. Nie mamy wątpliwości, że dla wielu czytelników jego recenzja, przeczytana po zakończeniu lektury komiksu, będzie wnikliwą analizą, która rzuci nowe światło na „Lot kruka” i pozwoli dostrzec to co uszło uwadze podczas czytania komiksu. Jak wspomnieliśmy oba konkursowe teksty wspaniale się dopełniają. Stary niedzwiedz koncentruje się na merytorycznych konkretach, podczas gdy juzwa prezentuje bardziej emocjonalną postawę w stosunku do prozy ilustrowanej, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, po zapoznaniu się z „Lotem kruka” oraz z tekstami recenzującymi go, że jest to komiks, który z dumą i bez cienia kompleksów może stanąć w równym rzędzie obok swoich docenionych sióstr jakimi są książki.

    Niebawem ogłosimy nowy konkurs.

    DAG

    OdpowiedzUsuń